Thor

6,0 Overall Score

Thor wraz z kompanami wyrusza na Jotunheim wbrew woli ojca – Odyna. Podczas walki pakują się w kłopoty. Gdy już mają śmierć w oczach otoczeni przez wroga, pojawia się papa i zabiera towarzystwo do domu. Wywiązuje się rodzinna kłótnia, w wyniku której Thor zostaje pozbawiony mocy i oręża – młota Mjollnira. Zostaje też wygnany z Asgardu. Odyn zrzuca na Ziemię Mjollnir. Będzie mógł go użyć tylko ten, kto okaże się godzien jego mocy. To tak pokrótce o zalążku historii.

Thor wygnany ze swojego świata ląduje w naszym, oczywiście w USA, a dokładnie w Nowym Meksyku, gdzie w szczerym polu potrąca go samochodem pewna urodziwa panna. Gdy na Ziemi Thor próbuje się jakoś odnaleźć, co nie jest łatwe, bo wszyscy mają go niebezpiecznego wariata, na Asgard kwitnie spisek, którego autorem jest przybrany brat Thora – Loki.

W filmie jest zatem trochę dramatu, trochę intrygi, nawet trochę zabawnie bywa momentami. Ponoć jest też miłość, ale ja jej tam nie widzę. Ta miłość podobno odbywa się pomiędzy Thorem a Jane, która go trzepnęła samochodem (dwukrotnie). Oni sobie tak są, troszkę sobie rozmawiają, jeżdżą tu i tam, nagle on jej mówi, że po nią wróci (bo musi skoczyć na Asgard) i na pożegnanie dzieje się to coś. Widzowie stają się mimowolnymi świadkami najbrzydszego pocałunku ever. Z mej młodej piersi wyrwało się „Mój borzu, mój borzu, co on jej robi?!” I tak oto dowiadujemy się, że jest miłość.

Działa to bardzo na niekorzyść filmu i nie dlatego, że jestem jakoś bardzo zafiksowana na punkcie romantycznej miłości w filmach. Owszem, bardzo szkoda, że taka seksowna para (Natalie Portman i Chris Hamsworth) nie pokazała nic więcej. Jakieś choćby przytulanie, bo rozumiem, że seks odpada w filmie dla małych ludzi. Ale nie w tym sęk. Sęk w tym, że w niemal dwugodzinnym filmie twórcom nie udało się zmieścić dość istotnego wątku. A raczej wątek jest, ale zdecydowanie zmarnowany. Nawet ich mowa ciała nie wskazywała na związek dusz. Zero ukradkowych spojrzeń, muśnięć, westchnień. A ta miłość miała go odmienić, nauczyć pokory, współczucia. Widać przemianę, widać efekt przemiany, ale nie widać jego źródła. I w ten sposób film staje się opowieścią o młotku i jego właścicielu. Szkoda.

Na minus również walka otwierająca akcję filmu. Nie lubię scen walki, które odbywają się w ciemności, w tłoku i nic w nich nie widać. Kto kogo leje, kto obrywa, kto jest kto. Znaczy, że twórcy nie mieli pomysłu na tę scenę.

Natalie Portman, mimo że doświadczona i utalentowana, nie popisała się za bardzo. A może to ta rola taka mało wymagająca. Niby młoda pani naukowiec, a jakaś taka… A Chris Hamsworth pasuje bardzo. Może grać wojowników, wikingów i ciacha.

Film „Thor” został stworzony na podstawie komiksu. Jest tam pełno bajkowych zagrań, które w logicznym filmie nie miałyby racji bytu. Ale to chyba urok tego obrazu. Trzeba traktować jak bajkę i kropka. W każdym razie ambitnej rozrywki się tutaj nie znajdzie.



Obsada: Chris Hemsworth, Natalie Portman, Tom Hiddleston, Anthony Hopkins
Scenariusz: Ashley Miller, Zack Stentz, Don Payne
Reżyseria: Joss Whedon, Kenneth Branagh
Muzyka: Patrick Doyle
Produkcja: USA 2011

SHARE THIS POST

  • Facebook
  • Twitter
  • Myspace
  • Google Buzz
  • Reddit
  • Stumnleupon
  • Delicious
  • Digg
  • Technorati
Author: Xezbeth View all posts by

Leave A Response