Recenzje

Detroit Rock City

Pod koniec lat 70 ubiegłego stulecia jednym z najpopularniejszych zespołów rockowych na świecie była grupa KISS. Byli tak popularni, że powstały o nich seria komiksów (The Kiss Comic Books) i film animowany (Kiss Meets The Phantom Of The Park). I właśnie Kiss są pośrednio bohaterami filmu „Detroit Rock City”.
Video

Jam, Howk, Lex i Trip to czwórka nastoletnich przyjaciół, którzy wręcz kochają KISS. Chłopaki założyli zespół i w garażu grają, oczywiście, utwory swoich idoli. Już nie mogą doczekać się koncertu w Ditroit, na który mają bilety. Niestety matka Jama niezbyt przychylnie odnosi się do zainteresowań syna. Jest wręcz przeciwnie – za nic na wiecie nie pozwoliłaby synowi pójść na taki koncert. Przecież KISS to Rycerze w Służbie Szatana (Knight In Satan Slave – czy jakoś tak – słabo znam angielski). No i mamusia przejmuje bilety na koncert.

„Detroit Rock City” opowiada o tym jak przyjaciele próbują dostać się na występ idoli. A że fani są gotowi zrobić prawie wszystko, żeby zobaczyć swoje bóstwa na żywo zapowiada się niezła zabawa…

Z takim właśnie nastawieniem siadałem do oglądania tego filmu. Liczyłem na dobrą, odjazdową zabawę. I, niestety, trochę się przeliczyłem. Owszem, uśmiech zagościł nieraz na moich ustach, ale nie było to ani zbyt często, ani nie był zbyt szeroki. Wydawało mi się, ze taki pomysł na scenariusz jest samograjem nasuwającym autorom tony szalonych gagów, a tu zamiast zakręconej, szalonej komedii otrzymujemy film, który niewiele odstaje od pozycji z wytwórni Disneya.

Na ścieżce dźwiękowej filmu można usłyszeć największe gwiazdy hard rocka: Black Sabbath, The Nazareth, Styx, AC/DC i wiele innych. Oczywiście najwięcej jest dźwięków produkowanych przez KISS – scena finałowa to właściwie teledysk tego zespołu. I to jest w gruncie rzeczy piąty bohater tego filmu – hard rock.

Trudno jednoznacznie powiedzieć do kogo jest kierowany „Detroit Rock City”. Współczesna młodzież słucha raczej innej muzyki i ścieżka dźwiękowa będzie dla nich brzmiała jak prehistoria (tym bardziej, że KISS w naszym kraju nigdy nie było zbyt popularne). Dla osób wychowanych na hard rocku obraz ten może być trochę nudnawy i zbyt „młodzieżowy”. W sumie można powiedzieć, że „Detroit Rock City” powinni obejrzeć razem rodzice ze swoimi dziećmi. Ci pierwsi mogą spokojnie pokazać swoim pociechom przy jakiej muzyce się szalało. Film jest na tyle „grzeczny”, że rodzice nie muszą obawiać się tego, że dzieci im powiedzą „Wy to szaleliście niewąsko, a teraz nam zabraniacie”…

Jeśli będziesz miał ochotę na jaką luzacką, nie wymagającą wysilenia szarych komórek komedię, to możesz sięgnąć po ten film. No, chyba, że nie znosisz riffów gitarowych – wtedy nawet nie zbliżaj się do tego tytułu. Aha, ocena końcowa podniesiona jest o 0,5 punktu właśnie ze względu na muzykę – ja baaardzo lubię hard rock :)))

Reżyseria: Adam Rifkin
Scenariusz: Carl V. Dupre
Muzyka: J. Peter Robinson
Obsada: Edward Furlong, Giuseppe Andrews, James Debello, Sam Hungtinton
Produkcja: USA 1999

Moja ocena: 6,5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *