Recenzje

Święci z Bostonu / The Boondock Saints

Pierwsza uwaga: zapamiętajcie nazwisko reżysera – zapewne usłyszycie o nim jeszcze nie raz. „Święci z Bostonu” to jego debiut zarówno reżyserski, jak i jako scenarzysty. Żeby było weselej to przed przystąpieniem do realizacji tego tytułu nie miał w ogóle do czynienia z branżą filmową. Kolejny raz potwierdza się, że w Stanach faktycznie możliwa jest kariera od pucybuta do milionera…

Conner i Murphy MacManus są irlandzkimi braćmi. Są zwykłymi młodzieńcami. Może tylko to wyróżnia ich z tłumu, że są niezwykle religijni. Ale to wcale nie przeszkadza im spędzać wieczorów w ulubionym barze. Bo przecież jedno drugiemu nie szkodzi, prawda? Pewnego dnia do baru wkraczają przedstawiciele rosyjskiej mafii. Nie wróży to nic dobrego…

W „Świętych z Bostonu” można znaleźć wiele cytatów z rożnych filmów. I to nie tylko w przenośni, ale i dosłownie, bo bracia podczas swojej działalności powołują się np. na „Życzenie śmierci”. I podobnie jak Charls Bronson wymierzał sprawiedliwość na własną rękę, tak bracia MacManus zaczynają likwidować zło. A wszystko dlatego, że dostają misję od Boga (tu kłania się „Blues Brothers”). Sposób filmowania i muzyka przywodzą na myśl „Przekręt”. Czy to dobrze, czy źle, że film ten aż tak mocno kojarzy się z innymi tytułami? W tym przypadku całość wypadła wręcz znakomicie. Aż nie chce się wierzyć, że nakręcił to właściwie człowiek spoza branży filmowej.

W tym obrazie bardzo spodobał mi się patent z pokazywaniem najpierw efektów rozróby. Dopiero potem dowiadujemy się jak to było naprawdę. No i możemy to skonfrontować z domysłami policjantów… A podczas jednej ze scen widzimy agenta FBI jakby był obecny podczas strzelaniny – pomysł wykorzystywany już w innych filmach, ale nadal robiący bardzo dobre wrażenie.

Do gustu przypadło mi również wymieszanie różnych klimatów. Mamy tutaj dość dużo krwawych sceny, pokazanych z lekkim przymrużeniem oka, które za chwilę przemieniają się w obrazy podszyte mistycyzmem.

Sean Patrick Flanery, Norman Reedus i David Della Rocco zostali bardzo dobrze dobrani do swoich ról. I dobrze się spisali. Za to Willem Dafoe naprawdę dał czadu!!! Dawno nie widziałem tego aktora w takiej formie. To trzeba zobaczyć!

„Święci z Bostonu” to kolejna płyta przygotowana całkowicie po polsku. Co prawda ilość dodatków nie powala, ale i tak dobrze, że nie zapomniano o osobach nie znających języka angielskiego.

Doskonały scenariusz, dobre, dynamiczne zdjęcia, niezła muzyka i aktorstwo na najwyższym poziomie zapewniają nam wspaniałą zabawę.
Kto nie widział – marsz do wypożyczalni!!!

Reżyser: Troy Duffy
Scenariusz: Troy Duffy
Muzyka: Jeff Danna
Obsada: Willem Dafoe, Sean Patrick Flanery, Norman Reedus, David Della Rocco, Billy Connolly
Produkcja: Kanada, USA 1999

Moja ocena: 8,5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *