Recenzje

Wehikuł czasu / The Time Machine

Alexander Hartdegen jest kawalerem. Ale ma nadzieję, że niedługo zmieni się ten stan. Kocha pewną piękną dziewczynę i nie jest to uczucie nieodwzajemnione. Niestety, pewnego razu wydarza się nieszczęście. Naukowiec postanawia rzucić się w wir pracy i zbudować urządzenie, które pozwoli mu zmienić bieg historii. Tak rodzi się wehikuł czasu….

Do tego filmu podchodziłem jak do jeża. Obawiałem się, że może zepsuć wspaniałe wspomnienia po książce i rewelacyjnym filmie roku 1960. No i jeszcze odpychały mnie nie najlepsze recenzje… W końcu jednak się przemogłem i okazało się, że moje obawy były zbyteczne. Co prawda, nowy „Wehikuł czasu” nie jest arcydziełem kina światowego, ale czas spędzany przy jego oglądaniu mija miło.

H. G. Wells nie musi się wstydzić swojego praprawnuka – reżyseria jest dość sprawna. Co prawda atmosfera powieści została troszkę „rozjaśniona” ale i tak jest ok., a scena walki z Morlokami może przyprawić o dreszcze. Scenariusz w kilku miejscach odbiega od literackiego pierwowzoru, ale wychodzi mu to w sumie na dobre – szczególnie w przypadku pokazania powodów tak obsesyjnej pracy przy budowie maszyna czasu. Natomiast troszkę zabrakło mi tutaj rozważań na temat samej istoty podróży w czasie, „paradoksu dziadka”, itp. Problem jest tylko delikatnie zarysowany podczas rozmowy głównego bohatera z Nadmorolokiem.

Na uwagę zasługują bardzo dobre efekty specjalne. A co najważniejsze, mimo, że są one w kilku ujęciach głównym bohaterem nie są nachalne, wydają się wręcz naturalne. Wspaniale prezentuje się wioska naszych „potomków” uwieszona na potężnym brzegu rzeki przyszłości. Porażające wrażenie robi charakteryzacja Morloków. To już było mistrzostwo świata. Również ich sposób poruszania się został opracowany perfekcyjne. Zdaje się, że „Wehikuł czasu” będzie nominowany do Oscara właśnie za charakteryzację…

Jedyny poważniejszy zarzut jaki mogę mieć do tego obrazu to aktorstwo Guya Pearce”a. Lubię tego aktora (szczególnie po „Memento” :), ale ta rola raczej mu nie wyszła. Jak dla mnie grał nienaturalnie. Odniosłem wrażenie, że na siłę stara się wczuć w postać naukowca z końca ubiegłego wieku i ma błędne wyobrażenie co do tego, jak taki człowiek zachowywał się. Dopiero pod sam koniec filmu rozluźnia się i jest lepiej. Pozostali aktorzy radzą sobie ok., a Jeremy Irons, jak zwykle, jest cool…

Warto zajrzeć do dodatków na płycie, wśród których jest kilka filmów dokumentalnych ukazujących jaki ogrom pracy został wykonany przy tworzeniu tego obrazu – to naprawdę robi wrażenie!!! Na płycie DVD są również komentarze do całego filmu twórców i aktorów – niestety, to nie zostało spolszczone.

Twórcy tego obrazu oddali swoisty hołd pierwszej wersji „Wehikułu czasu”. W krótkiej scenie w parku na planie pojawił się Alan Young, który grał Philby’ego (przyjaciel głównego bohatera) we wcześniejszym filmie. W wersji z 2002 roku jest on sprzedawcą kwiatów. Z tą rolą związane było także inne wydarzenie. Garderobiany wręczył Youngowi kołnierzyk do jego kostiumu. Wewnątrz kołnierzyka, wyblakłym atramentem było napisane „Alan Young”- jak się okazało, był to ten sam kołnierzyk, który aktor nosił na planie filmu z 1960 roku!!!

Reżyser: Simon Wells, Gore Verbinski
Scenariusz: John Logan, H. G. Wells
Obsada: Guy Pearce, Samantha Mumba, Jeremy Irons, Orlando Jones, Mark Addy, Omero Mumba
Produkcja: USA 2002

Moja ocena: 7,0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *