Recenzje

Purpurowe rzeki / Les Rivieres Pourpres

Komisarz Pierre Niemans zostaje skierowany do małego miasteczka Guernon w sprawie morderstwa Remy´ego Calloisa. 32-letni pracownik uniwersytetu mieszczącego się blisko miasteczka (a właściwie tworzącego samodzielnie miasto) został pozbawiony życia w sposób niezwykle brutalny. Zanim nastąpił zgon był torturowany. Obcięto mu dłonie, wyłupiono oczy. Wszystko to było robione w taki sposób, aby ofiara żyła jak najdłużej i jak najmocniej odczuwała ból…

Porucznik Max Kerkerian prowadzi w oddalonym o 200 km od Guernon Sarzac śledztwo w sprawie profanacji grobu 10-letniej dziewczynki. Tej samej nocy ma miejsce włamanie do szkoły. Okazuje się, że zostały skradzione wszystkie szkolne zdjęcia dziewczynki…

Te dwie sprawy na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego, lecz w pewnym momencie dochodzi do spotkania komisarza Niemansa i porucznika Kerkeriana. Dalej śledztwo będą prowadzili razem…

Pierwsze ujęcia w „Purpurowych rzekach” egzaminują widza z jego odporności. Kamera ukazuje nam w wielkim zbliżeniu ciało ofiary bestialskiego morderstwa. Widać każdy włosek na skórze, każdą ranę i, co jest chyba najgorsze, każdego robaka i owada, które zdążyły dobrać się już do trupa. Lepiej nie zaczynać oglądać tego filmu podczas posiłku.

„Purpurowe rzeki” to film, którego prawie wszystkie elementy są doskonałe. Prawie wszystkie, bo o ile nie można się przyczepię do aktorstwa, reżyserii czy zdjęć, o tyle scenariusz przedstawia się tak, jakby był nieudanym debiutem średnio utalentowanego pisarza :( Owszem, historia opowiedziana w tym filmie trzyma w napięciu, jest zaskakująca, a czasami nawet wprawiająca w osłupienie. Szkoda tylko, że zabrakło w niej inteligencji. Podczas oglądania filmu te niedostatki scenariusza nie rzucają się w oczy – dopiero po zakończeniu oglądania widz zaczyna się zastanawiać i dochodzi do nieuchronnego wniosku, że istnienie „wylęgarni” jest po prostu niemożliwe i ma rację bytu raczej tylko w filmach science-fiction. Na szczęście wszystko inne „Purpurowych rzekach” jest na naprawdę wysokim poziomie.

Na plus filmu należy zdecydowanie zaliczyć mroczny klimat tego obrazu – ciągła niepewność, zwroty akcji i wrażenie powolnego odkrywania jakiejś wielkiej, mrocznej tajemnicy. Odpowiednia dawka całkiem dobrego humoru nie osłabia napięcia w sposób zbyt gwałtowny – ot, rzucony wesoły tekst pozwala na chwilkę odsapnąć.

Każdy wie, że Jean Reno jest wielkim aktorem i nie ma sensu powtarzać tego po raz kolejny. Pozostali występujący w tym filmie pokazali, że nie tylko Reno we Francji potrafi grać. Wszyscy byli doskonali – zarówno ci, którzy pojawili się tylko na chwile, jak i ci, którzy zagościli na ekranie troszkę dłużej.

Muzyka bardzo dobrze podkreśla to, co się dzieje na ekranie. Tak mi się spodobały dźwięki towarzyszące temu obrazowi, że chyba poszukam soundtracku.

Dawno nie wiedziałem tak dobrego francuskiego filmu. Kassovitzowi prawie udało się stworzyć obraz, który mógłby konkurować z produkcjami hollywoodzkimi. Mógłby, gdyby nie ten nieszczęsny scenariusz… Ale i tak część krytyków wyrażała się o filmie dość pozytywnie, a nawet dostrzegła podobieństwo tego obrazu do „Siedem”. I nie jest to spostrzeżenie bezpodstawne…

Film został wydany na dwóch płytach DVD. Na pierwszej jest sam film w trzech wersjach językowych. Możemy go też obejrzeć z komentarzem reżysera lub twórcy muzyki. Na drugiej płycie jest sporo filmów dokumentujących prace nad tym obrazem, kolekcja plakatów z filmu i trochę innych rzeczy. Ogólnie wygląda to bardzo dobrze, ale tylko dla kogoś władającego językiem francuskim lub angielskim. Po raz kolejny nie znalazłem w dodatkach nic po polsku :(

Reżyseria: Mathieu Kassovitz
Scenariusz: Mathieu Kassovitz
Muzyka: Bruno Coulais
Obsada: Jan Reno, Vincent Cassel, Nadia Fares, Jane-Pierre Cassel, Karim Belkhadra
Produkcja: Francja 2000

Moja ocena: 7,0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *